Często zadawane pytania

Nasza misja

Walczymy o wolność, szacunek i inkluzywność w języku.

  • Wolność – by każde mogło używać wobec siebie takich zaimków i innych form, jakie uważa, że najlepiej je opisują.
  • Szacunek – by formy używane przez inne osoby były respektowane.
  • Inkluzywność – by mówiąc o osobie nieznanej lub o grupie osób, nie zakładać ich płci i nie wykluczać.
Czym jest niebinarność?

Płeć jest zdecydowanie bardziej skomplikowaną sprawą niż prosty podział kobieta/mężczyzna. Nawet pod względem czysto biologicznym wyróżniamy płeć chromosomalną, genetyczną, hormonalną, fenotypową… Nie zawsze jedna się z drugą zgadza, nie zawsze są one zero-jedynkowe (więcej info tutaj). Natomiast pod względem kulturowym „płeć” jest konceptem społecznym. W zależności od miejsca i czasu bycie „kobietą” i „mężczyzną” może oznaczać radykalnie różne prawa, obowiązki, zasady… W Europie mężczyźni nosili buty na obcasie i rajtuzy, rdzenne mieszkanki i mieszkańcy Ameryki Północnej od wieków rozróżniają trzecią płeć (two-spirit), itd. itd.

Niebinarność to zbiorczy termin („umbrella term”) opisujący doświaczenie osób, które nie wpisują się w binarny podział kobieta/mężczyzna. Obejmuje na przykład osoby agender, genderfluid, demidziewczęta, demichłopców, i wiele innych tożsamości.

Niebinarność to niekoniecznie coś „pomiędzy” męskością a kobiecością. Raczej „poza”. Osoby niebinarne wcale nie muszą być androgyniczne, nie muszą używać neutralnych zaimków, itp. Chodzi o to, by być wolnymi od ról płciowych, a nie tworzyć nowe.

Czemu mam respektować jakieś dziwne formy?

Bo zwracanie się do kogoś tak, jak sobie życzy, jest podstawą relacji społecznych. Nie powiesz do Ani “Franku”, nie powiesz “na ty” do osoby, z którą jesteś “na pan”, itp. A są osoby, które nie chcą, by im mówić „on” ani „ona”. Czy to uszanujesz, świadczy wyłącznie o Tobie.

Wiele niepolskich imion też brzmi dla polskiego ucha „dziwnie” – ale zamiast wymyślać ludziom „lepsze” imiona, po prostu dopytujemy, jak wymówić czy zapisać to, które naprawdę noszą, no nie?

„Dziwne formy” to tylko kwestia przyzwyczajenia.

Te formy są wymyślone!

Tak. Wszystkie słowa we wszystkich językach są wymyślone. Niektóre po prostu są starsze.

Skąd mam wiedzieć, jak się do kogoś zwracać?

Można po prostu spytać! Tak, to może być trochę niezręczne, ale przestanie być, gdy zaczniemy to częściej robić. Nie mamy przecież problemu pytać o imię albo o przejście na „ty”, więc czemu wzbraniamy się pytać o zaimki?

(Tylko, prosimy, nie pytaj „jesteś chłopakiem czy dziewczyną?”. Takie pytanie implikuje, że są tylko dwie poprawne opcje, i sugeruje niezdrową ciekawość genitaliami danej osoby. Wystarczy spytać po prostu „jak mam się do ciebie zwracać?”)

Warto też normalizować samodzielne podawanie zaimków poprzez przedstawianie się nie tylko imieniem, lecz również zaimkami. „Hej, jestem Michał, on/jego”. To nic trudnego – a dla osób trans i niebinarnych znaczy bardzo wiele. Jeszcze łatwiej zrobić to online: po prostu wrzucić zaimki (lub link do przykładów z naszej strony) do bio.

Język polski, choć przeważnie bardzo problematyczny dla osób niebinarnych, tutaj paradoksalnie ułatwia nam sprawę. W przeciwieństwie do np. angielskiego, gdzie zgenderyzowanych zaimków używa się mówiąc o kimś, język polski wymaga określenia się przy mówieniu o sobie lub do kogoś. Jeśli więc ktoś mówi „zrobiłom”, wiesz i bez pytania, by mówić do niego „zrobiłoś”.

Pamiętaj też, że wiele osób może używać innych zaimków i innego imienia w zależności od sytuacji. Może na przykład nie być wyoutowana przed rodziną czy współpracownikami, ale wśród przyjaciół czuć się komfortowo używając nieortodoksyjnych form. Bądź uważnx, obserwuj, spytaj „jak się mam do ciebie zwracać przy szefie?”, itp.

Niektóre osoby podają wiele zestawów zaimków, na przykład „on/ona” czy „onu/on”. Oznacza to, że pasują im wszystkie te formy. Najczęściej są one podawane w kolejności od najbardziej lubianej.

Czy ktoś tego w ogóle używa?

Tak! Niemal wszystkie formy, które tu prezentujemy, zostały nam podesłane przez osoby rzeczywiście ich używające, albo wzięte z tekstów literatury. Ewentualnie uzupełniłośmy je jedynie w miejscach, gdzie którejś części brakowało, próbując zachować spójność całości – na przykład wymyślając formę grzecznościową „szanowne pań” dla formy neutralnej albo zaimek „ony” dla liczby mnogiej dukaizmów, którego u Dukaja brakowało.

Dwie formy liczby mnogiej stowrzyłośmy same, próbując zaradzić brakowi takowych – i by móc jakoś pisać o sobie jako grupie, bez zdawania się na zgenderyzowane rodzaje: męsko- i niemęskoosobowy.

Przecież to nie są tylko zaimki, więc skąd nazwa zaimki.pl?

To fakt... Choć w wielu innych językach zgenderyzowane formy osobowe to głównie zaimki, to w polszczyźnie na płeć wskazuje też wiele innych części mowy: czasowniki, przymiotniki, rzeczowniki... Teoretycznie powinnośmy więc mówić bardziej ogólnie, o „formach językowych wskazujących na płeć”, a nie „zaimkach”. Brzmi to jednak dość topornie, no nie?

Naszym zdaniem, ze względu na to, że zaimki tak czy siak narzucają użycie pasującej do nich odmiany pozostałych części mowy („on zrobił”, „ona jest bystra”, „onu byłu pilotum”...), oraz to, że ludzie znający angielski są przyzwyczajeni do mówienia o „zaimkach”, to używanie ich jako skrótu myślowego jest uzasadnione. A i domena bardziej chwytliwa.

Ale dużo tego… Po co to całe mnożenie form? Która jest najlepsza?

Celem projektu nie jest preskryptywizm. Nie chcemy narzucać żadnej formy, ani twierdzić, że któraś jest lepsza od innych.

Preferujemy podejście deskryptywistyczne – opisujemy jedynie istniejące już w żywej polszczyźnie (jakkolwiek niszowo) formy, próbujemy je ustrukturyzować, opisać, uzupełnić, zebrać w jedno miejsce przykłady użycia…

Oferujemy przegląd możliwości, ale każdx może samx wybrać, jakie formy najlepiej jex reprezentują.

Rozwój języka jest najczęściej procesem długotrwałym, nie zdarza się z dnia na dzień. Póki co, wszystkie propozycje form kotłują się w kotle codziennego użycia – zapewne kiedyś coś się z niego wyklaruje.

Ze względu na barwną fleksyjność języka polskiego i silny poziom zgeneryzowania gramatyki i słownictwa nie jest łatwo „narzucić” konkrente formy, nawet gdybyśmy chciały. Zanim wytworzą się uniwersalne, niebinarne rozwiązania - musimy sobie jakoś z tym poradzić.

Kolektyw Rada Języka Neutralnego co roku organizuje Niebinarny Spis Powszechny, by zbadać trendy niebinarnego języka i zidentyfikować, które formy zyskują z czasem na popularności.

Aktualizacja: zdecydowałośmy się na wydanie rekomendacji form, które z różnych powodów zdają się być na najlepszej drodze ku normalizacji. Szczegóły tutaj: Manifest Niebinarnej Polszczyzny

Ale to się nie przyjmie! Ale to zamach na tradycję!

No z takim podejściem to na pewno nie…

To samo mówiono kiedyś o „ministrze”, „posłance”, „pedagożce”, „reżyserce”, „gościni”, etc. Dziś feminatywy są używane coraz częściej, i mało kogo jeszcze dziwią czy bulwersują. Z neutratywami i niebinarnymi formami językowymi może być podobnie.

Język jest żywy. Ewoluuje i dostosuje się do zmieniających się potrzeb osób go używających. Język nie jest danym z niebios magicznym przykazaniem wyrytym w kamieniu – jest jedynie narzędziem do porozumiewania się. Może, powinien, i będzie się zmieniał – czy tego chcesz czy nie.

Toż to nowomowa!

Nie, nie każda zmiana w języku to „nowomowa”.

Nowomowa u Orwella polegała na zubożaniu języka tak, by ludzie nie mogli wyrazić swojego niezadowolenia z systemu.

Nasz projekt próbuje wzbogacić język tak, by osoby niebinarne wreszcie mogły się w pełni wyrazić.

Próby porównywania ich pokazują zupełne niezrozumienie tekstu Orwella.

Czy potwierdza te wymysły czyjś autorytet?

I tak, i nie... Większość prezentowanych tutaj form nie należy do normy językowej, lecz do uzusu językowego – czyli rzeczywistego stanu funkcjonowania polszczyzny w danej wspólnocie językowej, niezależnie od tego, co językoznawczynie i językoznawcy zdążyli już (o ile w ogóle zamierzają) umieścić w gramatykach i słownikach. A i samą normę możemy podzielić na wzorcową i użytkowa – bo poprawność językowa nie jest zero-jedynkowa, ma różne odcienie.

Tak jak neologizmy same w sobie nie są błędami językowymi, nawet jeśli jeszcze nie pojawiły się w słownikach, albo jak nie jest wymagana zgoda Rady Języka Polskiego, by używać emojis czy akronimów kultury internetowej, tak samo i nienormatywne zaimki nie są niczym z natury złym.

Rozumiemy jednak potrzebę znalezienia jakiejś oficjalnej legitymizacji dla używania „kontrowersyjnych” form językowych. Dlatego w sekcji Nauka linkujemy między innymi do opinii RJP, która potwierdza poprawność gramatyczną pierwszo- i drugoosobowych neutralnych czasowników („byłom”, „zrobiłoś”), do seminariów naukowych i prac akademickich na temat niebinarności w języku, etc.

Ale tego nie ma w słowniku! Słownik mówi co innego!

Słowniki opisują, jaki język jest (a raczej jaki był w momencie ich tworzenia), a nie narzucają, jaki powinien być.

Słowniki nie są nienaruszalnym sacrum ani ostatecznym wyznacznikiem tego, jakich słów wolno nam używać, jaki dokładnie mają zakres znaczeniowy, albo czy dane użycie jest krzywdzące lub wykluczające. Język się zmienia, i nic w tym złego ani nowego – a słowniki, wtórnie do języka, muszą być aktualizowane.

Czemu chcecie cenzurować język?

Niczego nie cenzurujemy, nie zabraniamy, ani nie nakazujemy. Nawet gdybyśmy chciały, nie mamy ku temu żadnej mocy sprawczej poza oddolnymi próbami przekonywania – czyli tak jak wszystkie inne. Oskarżenia o próby „cenzury” są zupełnie oderwane od rzeczywistości.

Co zatem robimy? Edukujemy społeczeństwo, pokazując, w jaki sposób język może krzywdzić i wykluczać. Jeśli wiesz na przykład, że słowo na „m” jest obraźliwe dla osób czarnoskórych, że określanie orientacji seksualnych rzeczownikami zakończonymi na „-izm” przyczynia się do homofobii, albo że misgenderyzowanie osób transpłciowych i niebinarnych wzmaga dysforię płciową i powoduje cierpienie, a mimo to wciąż używasz takiego języka bez próby poprawy czy okazania empatii, świadczy to źle wyłącznie o tobie – a nie o tym, że jakaś grupka queerów z internetu cię „cenzuruje”.

Czy to nie przesada?

Każda grupa marginalizowana słyszy to pytanie na okrągło. Osoby homoseksualne przesadzają, domagając się równości małżeńskiej, jakby im umowa u notariusza nie wystarczyła! Osoby transpłciowe przesadzają, chcąc procedury uzgodnienia płci metrykalnej, która nie byłaby trudna, droga i traumatyzująca. Osoby mogące zajść w ciążę przesadzają chcąc praw reprodukcyjnych niebędących kompromisem między prawicą a skrajną prawicą. Osoby czarnoskóre przesadzają z tą walką z rasizmem, nie wystarczy im zniesienie niewolnictwa?

Opresorzy lubią zrzucać winę na ofiary. Zgrywać dobrotliwych stróżów praw człowieka pilnujących, by nieodpowiednim ludziom się ich za dużo nie dostało. Ale prawa człowieka nie powinny być negocjowalne ani warunkowe.

Nie przesadzamy. Żaden z naszych postulatów nie jest wygórowanym żądaniem. Chcemy, by państwo nie zmuszało nas do wybierania w dokumentach jednej z dwóch płci, jeśli żadna z nich nas dobrze nie opisuje. Chcemy, by państwo nie mówiło nam, jakie imię możemy sobie wybrać, a jakie nie, z tak głupiego powodu jak „niewskazywanie na płeć”. Chcemy, by osoby tworzące teksty zastanowiły się zanim znowu napiszą je tak, jakby każda osoba je odbierająca była mężczyzną. I chcemy też, by szanowano cudzą płeć i używane formy – jeśli ktosio prosi, by mówić np. „zrobiłoś” zamiast „zrobiłaś”, to czy naprawdę zmiana tej jednej literki miałaby innych aż tak boleć?

To są rzeczy, o które nawet nie powinnośmy „walczyć” – a po prostu oczekiwać, że będą wynikały ze zwykłego ludzkiego szacunku i życzliwości. To nie są też sprawy abstrakcyjne czy symboliczne, lecz kwestie mające realny wpływ na zdrowie psychiczne i fizyczne osób transpłciowych i niebinarnych. Czy to przesada prosić o szacunek?

Czemu zajmujecie się tak błahymi problemami?

Ten sam problem dla jednych może wydawać się błahy, ale dla innych być niezmiernie ważny. Spróbuj wyobrazić sobie, że niemal każde zdanie, które wypowiadasz, zmusza Cię do „kłamania” o swojej tożsamości. Że nie możesz nikomu opowiedzieć o swoim dniu bez doświadczania dysforii płciowej…

Są różne problemy, jedne są bardziej podstawowe, inne mniej, ale wszystkie możemy rozwiązywać jednocześnie. Bo to nie jest tak, że w momencie, w którym rozwiązujemy te bardziej poważne problemy, u kogoś nie znajdzie się siła by rozwiązać te mniejsze. Są osoby, które nie są w stanie rozwiązać tych dużych problemów, ale są w stanie rozwiązać te mniejsze.

Nie zakładamy rąk i nie mówimy, że „dopóki choć jedno dziecko w Afryce chodzi głodne, nie bierzemy się za nic innego”. Nie. Robimy, co możemy, w kwestiach, na których się znamy i na które mamy siłę.

Po co tak komplikować język? Czy polszczyzna już nie jest wystarczająco trudna?

Odwróćmy pytanie: czy nie byłoby prościej, gdyby istniał tylko jeden rodzaj gramatyczny? Nie trzeba byłoby się kłócić o feminatywy, jeśli opisywałobyśmy nimi każdego człowieka bez względu na płeć. Tabelki deklinacji i koniugacji byłby zdecydowanie prostsze, gdyby zawierały wyłącznie na przykład rodzaj neutralny. 🙃

Owszem, język polski nie jest łatwy. Ale mimo to jest efektywnym narzędziem komunikacji – a jeśli naszym celem jest komunikatywność i inkluzywność, to musimy mu pozwolić rozwijać się w tym kierunku, nawet kosztem „skomplikowania”. Skoro język polski tak silnie podkreśla płeć i ciężko jest uniknąć jej zaznaczania, a jednocześnie istnieją osoby, które nie są dobrze opisywane przez żadną z dwóch „domyślnych opcji”, to język nie spełnia zbyt dobrze swojej podstawowej funkcji – komunikowania informacji.

Owszem, ze względu na to, że temat wciąż jest nowy i musi się jeszcze wyklarować, przedstawianych przez nas form niebinarnych jest sporo, i mogą one przytłaczać. Dlatego w naszym Manifeście proponujemy (choć nie narzucamy, ani też nie deprecjonujemy pozostałych form!), by skupić się na normalizacji używania rodzaju neutralnego jako form dla osób niebinarnych. On bowiem jest już w polszczyźnie zakorzeniony, a już wieki temu gramatyki przedstawiały go na równi z rodzajem męskim i żeńskim, również w formach pierwszo- i drugoosobowych („byłom”, „zrobiłoś”), bez żadnych zastrzeżeń. Te formy już od dawna w normatywnej polszczyźnie istnieją! Czy postulat, by nie wyśmiewać osób ich używających, to naprawdę „komplikowanie języka”?

Czemu warto wrzucić link do swoich zaimków na swoje profile na portalach społecznościowych?

Jeśli jesteś cis (= nie trans) i używasz „on” lub „ona”, możesz myśleć, że Twoje zaimki są oczywiste. I być może tak jest – o ile wymieniasz w profilu swoje (nacechowane płciowo) imię albo w awatarze masz swoje zdjęcie. Wielu jednak tego nie robi – i ciężko zgadnąć, jak się do nich zwrócić.

Przede wszystkim chodzi jednak o co innego: nie każdy używa zaimków, które są dla innych „oczywiste”. Osoby trans chcą, by zwracano się do nich poprawnie, niezależnie czy są „passing”, niezależnie czy przeszły już tranzycję (o ile w ogóle chcą ją przechodzić). Osoby niebinarne często nie wyglądają „niebinarnie”, a silnie zgenderyzowana polszczyzna nie oferuje domyślnego neutralnego zaimka.

I choć jest to dla nas niezmiernie ważne, by zwracano się do nas poprawnie, publikowanie swoich zaimków niesie też ze sobą spore ryzyko i mocno nas eksponuje.

Jeśli umieszczasz swoje zaimki w profilu, choć samx nie masz takiej potrzeby, to pokazujesz wsparcie dla społeczności trans i normalizujesz podawanie zaimków przez osoby, których zaimki nie są oczywiste (więcej powodów tutaj).

Czemu to takie ważne, żeby tłumaczyć niebinarne zaimki? Nie można po prostu przerobić niebinarnej postaci na faceta albo babę?

Zadaniem osoby tłumaczącej jest przełożyć dzieło na inny język – a nie zniekształcać je według swojego widzimisię. Nieważne, jakie masz poglądy, co myślisz o niebinarności, jak dużym wyzwaniem jest przetłumaczenie na polski np. angielskiego they/them czy hiszpańskiego elle, itp. – skoro osoby autorskie oryginału stworzyły daną postać jako niebinarną i chciały, by odbiorczynie i odbiorcy o tym wiedzieli, to osoby tłumaczące obdzierające tę postać z niebinarności zakłamują przekaz dzieła i nie wykonują dobrze swojej pracy.

Jeśli w jakiejś książce postać jest smoczycą, to w procesie tłumaczenia nie zmienisz jej gatunku tylko dlatego, że nie wierzysz w smoki, no nie? Czemu więc osoby tłumaczące ośmielają się zmieniać postaciom płeć?

To nie kwestia ideologii. To kwestia prawdy i wierności oryginałowi.

Czy nie można po prostu używać męskich wersji jako neutralnych?

Nie, bo wersje męskie wcale nie są neutralne. Są… cóż… męskie!

Polski jest językiem, który bardzo konkretnie rozróżnia formy gramatyczne nacechowane płciowo. Samo to, że rodzaj męski „rozpycha się” po języku jako domyślny wybór w przypadku jakichkolwiek wątpliwości (np. gdy nie znamy czyjejś płci, gdy nie mówimy o nikim konkretnym, lub gdy mówimy o mieszanej grupie osób), nie oznacza jeszcze, że jest jakkolwiek „neutralny”.

Męska dominacja językowa nie jest przejawem neutralnego języka, lecz wręcz przeciwnie: patriarchatu. Wpływa negatywnie na reprezentację osób innych płci oraz zniekształca nasze postrzeganie świata.

Język musi zmieniać się powoli! Czemu chcecie robić w nim taką rewolucję?

Czy „rewolucja” to naprawdę coś złego? Jeśli dążymy do dobrego celu i chcemy go osiągnąć na moralne sposoby, to w czym problem?

Żyjemy w erze informacyjnej. Nigdy wcześniej aż taki odsetek ludzkości nie był piśmienny. Nigdy nie tworzyłośmy tylu tekstów co teraz. Nigdy wcześniej nie komunikowałośmy się w tak zawrotnym tempie, co przez ostatnie dekady. To, że „język zmienia się powoli”, nie jest nienaruszalnym prawem wszechświata, a jedynie naszą obserwacją minionych tysiącleci. Przez ostatnie lata wszystko, od technologii po kulturę, zmienia się szybciej niż kiedykolwiek – czemu język miałby nie doświadczyć podobnego zjawiska?

Dziś możemy pomieszać sobie tekst (i to nie tylko potoczny) z malutkimi obrazkami twarzy i przedmiotów – i nikogo to nie dziwi 😉 Ale czyż gazeta z poprzedniego wieku próbująca użyć na swoich łamach czegoś na kształt emoji nie narażałaby się na oskarżenia o „rewolucję językową” i „psucie polszczyzny”?

Skąd mogę wiedzieć, że zaimki.pl to wiarygodne źródło informacji?

Kto mogłoby być lepszym źródłem informacji o queerowości niż same osoby queerowe? 😉

Promujemy postrzeganie kształtowania języka jako procesu oddolnego, w którym uczestniczy każda używająca go osoba, dlatego „legitymizując” naszą działalność wolimy skupiać się raczej na fakcie bycia po prostu 1) osobami używającymi języka polskiego, 2) osobami niebinarnymi i sojuszniczymi. Wszystkie mamy prawo kształtować nasz język!

Rozumiemy też jednak, że aby niektóre osoby brały nas na poważnie, chciałyby poznać nasze formalne wykształcenie i doświadczenie zawodowe. Dlatego przedstawiamy je na podstronie Kolektyw „Rada Języka Neutralnego”.

W sekcji Nauka przedstawiamy prace akademickie i wypowiedzi osób ze środowisk naukowych na tematy związane z obszarem naszej działalności. W sekcji Media cytujemy nasze wystąpienia oraz w wspomnienia w mediach ze wszystkich stron sceny politycznej, w tym również w mediach queerowych.

Oczywiście, jako społeczność nie jesteśmy monolitem i w wielu sprawach możemy się ze sobą nawzajem nie zgadzać. Wewnątrz społeczności istnieje różnorodność opinii, a my ją respektujemy – tutaj prezentując własne opinie, badania i wnioski, w oparciu o teorię queerową oraz historię ruchu LGBTQ+. Nasze podejście wywodzi się z queerowego anarchizmu i doświadczeń z działania w tego typu grupach.

Społeczność queerowa nie jest przecież ruchem posiadającym zarząd czy osoby liderskie. Działamy oddolnie, tak samo jak LGBTA Wiki, niezliczone queerowe konta tumblrowe, czy cała masa osób aktywistycznych działających w innych miejscach.

Robimy wszystko co w naszej mocy, by materiały, które tworzymy były profesjonalne i rzetelne. Jesteśmy otwarte na kontakt, krytykę i sugestie. Żadne z prezentowanych przez nas opinii nie są arbitralnymi decyzjami, lecz odzwierciedleniem względnego konsensusu wśród zaangażowanej aktywistycznie części społeczności queerowej.

Ale tych znaków nie ma na klawiaturze!

Znaki „æ”, „ø” czy „ₐ” mogą być ciekawymi placeholderami dla form neutralnych, ale niestety nie są bezpośrednio dostępne z klawiatury. Dla okazjonalnego użycia wystarczy kopiuj-wklej (albo z naszej strony, albo np. z Unicode Character Table). Co jednak, gdy używasz ich częściej?

Pod Windowsem możesz ściągnąć MSKLC, którym stworzysz spersonalizowany układ klawiatury. Pod MacOS możesz przytrzymać dłużej klawisz „a” by móc wybrać opcję „æ” oraz klawisz „o” dla „ø”. Możesz też wejść w Ustawienia systemu → Klawiatura → Tekst i dodać zasady podmieniania znaków, lub skorzystać z apliacji BetterTouchTool.

Dlaczego mówicie „rodzaj neutralny” zamiast „rodzaj nijaki”?

Bo to słowo jest zwyczajnie paskudne. Jest wykluczające. Odczłowieczające. Kojarzy się przeciętnością, bezbarwnością, bylejakością, nudą i mdłościami. Problem ten jest zauważany w pracach naukowych [str. 117-118] i przez współpracowników Rady Języka Polskiego.

Dlatego proponujemy alternatywę, pochodzącą od łacińskiej nazwy tego rodzaju gramatycznego: neuter. Czyż „rodzaj neutralny” nie brzmi zdecydownie piękniej?

Czym są neutratywy? Dlaczego warto je tworzyć i ich uzywać?

Są to słowa ukute na neutralne wersje słów nacechowanych płciowo, analogicznie do feminatywów, czyli wersji żeńskich. Nazwa została ukuta w analogii do feminatywów przez Pawła Dembowskiego, współautora strony.

Dlaczego są potrzebne? Z tych samych powodów co feminatywy! O ile łatwiej było by, gdyby nazwy zawodów zatraciły swoje często męskie nacechowanie. Niestety tak się nie dzieje, przez co domyślnie możemy określać płeć osoby wykonującej ten zawód jako męską.

Jednak nie każda osoba chce używać zaimków i form męskich czy żeńskich, choćby dlatego, że płeć człowieka wymyka się tym dwóm kategoriom. Coraz więcej osób używa w odniesieniu do siebie rodzaju neutralnego i innych form. Formy te zaczynają być także potrzebne w tłumaczeniach z języków, gdzie używane są formy niebinarne takie jak choćby angielskie zaimki they/them. Z tego powodu proponujemy rozbudowę niebinarnej polszczyzny poprzez wspólne tworzenie form neutralnych.

Czym się różnią neutratywy od terminów neutralnych płciowo?

Neutratyw to słowo najczęściej w rodzaju neutralnym analogiczne do feminatywu, powstałe, by określić osobę używającą rodzaju neutralnego. Natomiast termin neutralny płciowo w ogóle nie wskazuje na płeć.

Przykładowo: „studencie” to neutratyw, natomiast „osoba studencka/studiująca” to termin neutralny płciowo.

Ale nazwy feminatywów i neutratywów brzmią jak…

„Pilotka” jak czapka? „Reżyserka” to pomieszczenie?

Ech, tak jakby słowa w rodzaju męskim miały tylko jedno znaczenie. „Adwokat” to alkohol, „akademik” to dom studencki, „bliźniak” – budynek, „energetyk” – napój, „grafik” – harmonogram, „informator” – ulotka dla turystów, „kosmetyk” – przedmiot, „miotacz” – ognia, „pilot” – do telewizora…

Tak, niektóre słowa mają więcej niż jedno znaczenie. To nic nowego ani złego. Od tego mamy kontekst, by wiedzieć, o które znaczenie chodzi.

Czy można mówić po polsku w sposób neutralny płciowo bez tworzenia neogramatyki?

Do pewnego stopnia tak. Często jednak napotykamy konstrukcje, które zmuszają nas albo do wyboru opcji binarnej, albo do tworzenia nowych form.

Na przykład: owszem, można pisać „kandydaci/tki”, co jest inkluzywne dla kobiet, wciąż jednak pomija osoby niebinarne. Jednym z popularnieszych normatywnych pomysłów na neutralne rzeczowniki (alternatywa dla neutratywów) są konstrukcje „osoba” + imiesłów lub „osoba” + przymiotnik. Zamiast „kandydaci” lub „kandydatki” możemy mówić „osoby kandydujące”. Fundacja Trans-Fuzja na przykład zamiast „prezesa” lub „prezeski” ma „osobę prezesującą”.

W kwestii zaimków, czasowników i przymiotników, można używać rodzaju neutralnego, który zdaniem Rady Języka Polskiego jest poprawny nawet w formach 1. i 2. osoby („byłom”, „zrobiłoś”). Trzeba jednak zauważyć, że (przynajmniej dopóki nie zostanie znormalizowane inne użycie) formy te brzmią dla wielu infantylnie. Używajmy ich więc tylko wobec osób, które wprost sobie tego życzą.

W wielu zdaniach da się uniknąć form binarnych, korzystając ze strony biernej („przypomniało mi się” zamiast „przypomniałem sobie” / „przypomniałam sobie”), imiesłowów („zrobiwszy”), bezokolicznikowego czasu przyszłego („będę robić” zamiast „będę robił” / „będę robiła”), czy też z czasu teraźniejszego lub przyszłego w funkcji czasu przeszłego („idę wczoraj do szkoły i jak się nie potknę!”). Niestety wymaga to niezłej dozy językowej gimnastyki…

Inne przykłady form neutralnych płciowo w codziennej, normatywnej polszczyźnie: „moje kochanie zrobiło mi niespodziankę”, „proszę przyjść do szkoły z rodzicem”, „w urzędzie powiedziano mi, że…”, „dzwonili z gazowni”…

Jak zwracać się do osoby, której płci nie znamy, lub do mieszanej grupy osób?

Wiele form, które tutaj proponujemy, można zastosować właśnie w takich sytuacjach, np.: „moi drodzy/drogie”, „drogie osoby”, „wszys* chętn*”, „jesteś wspaniałx”, itp.

Czy mogę zmienić swoje zaimki?

Jak najbardziej! Nikogo nie dziwi, gdy ktosio zmienia w ciągu życia poglądy, styl, zainteresowania… Czemu miało by być dziwne, że ktosio odkryło część swojej tożsamości, że przestało mu się podobać jego imię, że odkryło etykietkę, która świetnie opisuje to, jak od dawna się czuło, itp. itd.?

Czy to dziwne, że nie mogę się przyzwyczaić do swoich własnych zaimków?

Ani trochę! Znamy wiele osób, które po latach używania form zgodnych z ich płcią nadaną przy urodzeniu, zapominają się, gdy używają nowych form. Siła przyzwyczajenia jest silna, zwłaszcza dla osób, które nie doświadczają mocnej dysforii płciowej.

Zaimki ≠ płeć. Płeć nie zmieni ci się nagle, jeśli czasem powiesz „zrobiłem”, gdy chciałuś powiedzieć „zrobiłum”. Nie przejmuj się. Eksperymentuj. Sprawdź, z czym czujesz się najlepiej.

Czemu nie mówić „preferowane zaimki”?

Bo to sugeruje, że czyjeś zaimki to tylko fanaberia. Jeśli ktoś tylko „preferuje” żeńskie zaimki, to nie obrazi się, jak będę mówić do niego formami męskimi, prawda? W końcu wygląda jak facet, a mi tak będzie łatwiej!

Nie. To są nasze zaimki. Nie żadne „preferowane zaimki”. To nasze imiona, nie „preferowane imiona”. Jeśli zależy ci na twoich transpłciowych i niebinarnych znajomych i krewnych, zwracaj się do nich poprawnie.

Czemu nie mówić „zaimki płciowe”?

Bo zaimki ≠ płeć. Zaimki to tylko gramatyka. Osoby niebinarne mogą używać (i w sporej części używają) form binarnych, niektóre lesbijki ze względów kulturowych i historycznych używają form męskich, itp.

Mów po prostu „zaimki”. To prościej i sensowniej.

Czy osoby cispłciowe też mogą używać innych zaimków niż „domyślne”?

Jak najbardziej! Język jest dla nas, nie my dla języka. Jeśli jesteś osobą cis, ale czujesz, że lepiej wyrażasz siebie innymi zaimkami niż „domyślne”, to rób to. Wolność do ekspresji płciowej i własnej tożsamości jest dla wszystkich. Opresja binaryzmu i stereotypów płciowych dotyka też osób cis.

Osoby cispłciowe używające nonkonformistycznych zaimków są ważną częścią historii i kultury queerowej; wśród nich są chociażby lesbijki używające he/him czy drag queens używające she/her.

Tak jak podawanie swoich zaimków w bio czy stopkach mailowych normalizuje tę praktykę i sprawia, że osoby transpłciowe są dzięki temu bezpieczniejsze, tak samo korzystanie przez przez osoby cispłciowe ze swojego przywileju, by znormalizować używanie zaimków innych niż te powiązane z czyjąś płcią przypisaną przy urodzeniu, pomaga społecznościom marginalizowanym.

Misja naszego kolektywu to walka o wolność, szacunek i inkluzywność w języku. Ta wolność obejmuje wszystkie osoby: cis- i transpłciowe, binarne i niebinarne. Stanowczo sprzeciwiamy się gatekeepingowi. Jest to zjawisko negatywne i tworzące podziały wewnątrz grup marginalizowanych, na czym zyskują wyłącznie opresorzy.

Czy po to mój dziadek walczył na wojnie, by teraz ktoś mówił o sobie „ono”?

Tak.

Walczył o wolność. A jeśli myślisz, że wolność ta wcale nie obejmuje wolności Polek i Polaków do kształtowania swojego języka ojczystego zgodnie ze swoimi potrzebami, to zastanów się, czy samx walczyłxbyś po tej samej stronie, co dziadek.

Udostępnij: